Świadectwo Adama

Gdy miałem 1.5 roku, mój ojciec będąc w wojsku powiesił się, zostawiając mamę samą, bez środków do życia. Aby mnie utrzymać, mama podjęła bardzo ciężką pracę( jak na kobietę) - w hucie. Pracowała ciężko - po 12-16 godzin, nawet w niedziele - aby mi zapewnić wszystko, a tym samym wynagrodzić stratę ojca oraz moje sieroctwo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że brak ojca i ciągła jej nieobecność powodowały we mnie bunt. Wychowywała mnie babcia, ciotki i sąsiadki, rozpieszczając jak tylko się dało - brak silnej męskiej ręki oraz dyscypliny, a zarazem kobiece wychowanie, spowodowały, że stałem się bardzo rozpieszczonym dzieckiem.
Zacząłem szukać mocnych przygód, co przy braku kontroli przez starszych doprowadziło do tego, że znalazłem się w nieodpowiednim towarzystwie...
W wieku 13 lat po raz pierwszy upiłem się do utraty pamięci i świadomości. Później szło już gładko: zacząłem palić i coraz częściej podpijać, a że pieniędzy nie mogłem jeszcze zarabiać - zacząłem kraść, chcąc zaimponować starszym kolegom. Robiłem to często, a przy tym byłem bardzo agresywny, co zaowocowało przezwiskiem „Dziki”, które to koledzy mi nadali. Później było coraz gorzej.
Coraz większe potrzeby powodowały częstsze rozboje i kradzieże. Doszło do tego, że z kolegami biliśmy nieraz niewinnych ludzi tylko z braku zajęcia. Ciągłe zabawy i cygaństwa doprowadziły do zatwardziałości serca i pozbawiły mnie wszelkich uczuć i miłości. Pomału stawałem się po prostu „zwierzęciem w ludzkiej skórze”. Mimo to mama zawsze mnie broniła, ponieważ zawsze umiałem ją przekonać, że jestem niewinny.
W wieku 19 lat dostałem mój pierwszy wyrok: za rozbój na terenie Czechosłowacji. Jednak ze względu na młody wiek i stan upojenia alkoholowego wyrok ten zawiesili mi, co jeszcze bardziej przekonało mnie o mojej nietykalności i podwoiło moją agresję. Brak ojca i dyscypliny, wywoływał we mnie wewnętrzny bunt i agresję. Mój styl życia pozwalał na przebywanie tylko w złym towarzystwie, w którym nie mogłem nauczyć się niczego, co pozwoliłoby mi normalnie żyć. Zacząłem zadawać się z bokserami i cyganami, jeździłem ciągle na dyskoteki i dancingi, myśląc że w ten sposób zabiję wewnętrzną pustkę.
W wieku 23 lat ożeniłem się z naprawdę dobrą dziewczyna. Po roku urodziła nam się wspaniała córka. Myślałem, że w końcu wszystko się zmieni... Mimo, iż kochałem żonę i córkę, nie umiałem zmienić swojej natury i właśnie z tego powodu stawałem się jeszcze gorszy - nienawidziłem sam siebie i wszystkich w koło. Byłem całkiem kimś innym niż chciałem być, moja agresja, ciągłe kłótnie i pijaństwo doprowadziły do tego, że żona z córką odeszły. W tym czasie pracowałem na terenie Czechosłowacji jako dekarz. W dniu, w którym żona odeszła spadłem z dachu z wysokości 8 metrów... Leżąc w kałuży krwi wiedziałem, że umieram i wtedy po raz pierwszy w życiu „coś” poruszyło moje kamienne serce. Nigdy nie wierzyłem w Boga, ani Go nie potrzebowałem, więc nie wiedziałem co się dzieje. Czułem, że żałuję swojego życia i muszę je zmienić.


To było 18 lat temu. Z głębi serca zawołałem wtedy, że chcę się zmienić. Poczułem jakieś ciepło koło serca i chęć bycia innym - powiedziałem: „Boże! Jeśli jesteś, zmień mnie - daruj mi życie, a oddam Ci je. Chcę być dobry...!” Nie wiem jakim cudem doczołgałem się do mistrzówki, skąd zawieziono mnie do szpitala, gdzie mnie poskładano. Lekarz mówił, że to cud, że przy tak dużej sile upadku, są tylko złamania bez wewnętrznych obrażeń. Po wyleczeniu i powrocie do Polski dowiedziałem się że żona odeszła, ogarnął mnie szał, a zarazem zrozumienie że zasłużyłem na to. Na zmianę piłem i pokutowałem, nie chodziłem do żadnego kościoła, bo o Bogu nic nie wiedziałem. Nieraz mówiłem tylko „Aniele Boży stróżu mój...”, bo tak właśnie wyobrażałem sobie Boga. Stan mój w tym czasie był kiepski - szukałem Boga wszędzie, ale nie tam gdzie trzeba!
W końcu trafiłem do Misji Czaitanii (odłam Hare Kryszna) w Sosnowcu. Chodziłem tam rok. Byłem bardzo pilny i gorliwy - odmawiałem dziennie 16 randów mantry (co oznacza 16 razy 108 = 1728 modlitw dziennie) plus 2 godziny nabożeństwa codziennie. To nie pozwalało mi się na niczym innym skupiać, prócz bałwana zwanego Kryszną, którego to miałem za boga. Poza tym z posłuszeństwa do niego byłem weganinem - nie jadłem mięsa, ryb, jajek, czekolady,nie piłem kawy ani herbaty. Wierzyłem też w reinkarnację. Po roku naprawdę byłem innym człowiekiem: wszędzie widziałem dobro i miłość, ale moje serce nadal było puste i spragnione „czegoś”, czego tam w sekcie nie było. Teraz wiem że chodziło o Ducha Świętego...
Po roku opuściłem Misję i zacząłem sam praktykować swoja wiarę: szedłem do kościoła katolickiego, śpiewałem po cichutku mantry, modliłem się na koralach, potem spowiadałem się w duchu i szedłem po opłatek do księdza przy komunii... Wszystko, co znałem, wymieszałem razem. Taki stan rzeczy doprowadził mnie do tego, że pogubiłem się całkowicie i zacząłem na nowo pić. Modliłem się i piłem, modliłem przeklinając wszystko i wszystkich w koło. Ale nadal, gdzieś w moim sercu, była tęsknota za Bogiem i strach przed złożoną Mu przysięgą, co skłaniało mnie do dalszych poszukiwań. W tym czasie dostałem drugi wyrok za kradzież, ale znowu mi się udało i wyrok zawiesili. Wtedy bardziej zacząłem się modlić i szukać Boga.
Trafiłem do Mormonów, gdzie uczęszczałem pół roku czytając ich księgę. Podobali mi się, ale ich proroctwa i objawienia były dla mnie bajką. Pewnego dnia powiedzieli mi, że „jeśli chcę wszystko zrozumieć, muszę poprosić Boga, aby objawił mi wszystko przez Ducha Świętego”. I tak, w końcu po 6 latach poszukiwań, przez Mormonów zacząłem wołać do Boga, który przyprowadził do mnie mojego wierzącego szwagra. On opowiedział mi na spotkaniu z Mormonami, o Jezusie i wykazał, że jest tylko jeden Bóg! Wyprosiłem Mormonów, a po ich wyjściu uklęknąłem i zgodnie ze wskazówkami szwagra uczyniłem, szczerze, Jezusa swoim Zbawicielem. Mimo, iż zrobiłem to szczerze w wieczornej modlitwie powiedziałem Bogu, że nadal nie uwierzę w Niego,i nie uwierzę dopóki On sam nie da mi wiary!


Zacząłem chodzić do zboru i z zapałem czytać Biblię. Nawet nie wiem kiedy, przestałem palić i pić a wszystko co było w Piśmie wydawało mi się takie proste i prawdziwe, że zacząłem uczęszczać na wszystkie spotkania jakie były u nas i okolicy... Po 4 miesiącach przyjąłem chrzest wodny przez zanurzenie. Moje życie nabierało wymiaru i pełni Chrystusowej, a moje serce przepełniła miłość i współczucie. Przestałem oglądać w telewizji drastyczne sceny i „ostre” filmy. Wulgarne słowa raniły moje uszy, a przemoc doprowadzała mnie do łez! Wszędzie gdzie byłem rozmawiałem o Bogu. Ludzie którzy mnie znali, myśleli że mi odbiło, ale ja wiedziałem, że to w końcu jest TO, ponieważ pustka w moim sercu była wypełniona, a moja miłość do ludzi – bezinteresowna. Życie nabrało sensu i kolorów.
Odeszła nienawiść, gorycz i mściwość,gniew i pożądliwość ,a w miejsce pustki pojawiła się wiara nadzieja i miłość.

Moje życie było bardzo pogmatwane - po drodze zraniłem wiele osób, czego bardzo żałuję. Straciłem dom i rodzinę. Zostałem pozbawiony - przez swoją głupotę - wszystkiego i właśnie wtedy, gdy byłem na „przepaści dnie, cudowna Boża łaska podźwignęła mnie, a promyk Bożej miłości rozpalił moje zamarznięte na kamień serce”. W chwili obecnej, jestem członkiem lokalnego zboru, pracuję w hucie , uczciwie zarabiając na życie. W zborze zajmuję się służbą wśród uzależnionych. Kiedyś nie mogłem przejść po ulicy spokojnie, aby kogoś nie pobić lub czegoś nie ukraść - teraz chodzę po zborze zbierając na tacę i oddaję wszystko skarbnikowi uśmiechając się do wszystkich! Kiedyś nienawidziłem chorych, starszych i słabszych od siebie - teraz modlę się o chorych, a najbardziej lubię dzieci i starszych oraz tych, którzy są ode mnie słabsi, bo mogę im pomóc. Nie tak dawno jeszcze, bałem się policji i omijałem ich z daleka - teraz ewangelizuję w więzieniu! Kiedyś nadużywałem alkoholu i ciągle się bawiłem - teraz podaję ludziom wino przy Pamiątce Ostatniej Wieczerzy i z radością pląsam, ale dla Pana Boga! Kiedyś byłem człowiekiem namawiającym do picia i złych rzeczy - teraz pomagam ludziom zrozumieć co to grzech i wyjść im z nałogu, załatwiając wyjazd na odwyk. Nie tak jeszcze dawno zawsze brakowało mi pieniędzy a wszystkiego było mało- teraz starcza mi na wszystko i jeszcze zostaje ponieważ potrafię się cieszyć tym co mam i za wszystko dziękować Bóg


A to wszystko tylko dlatego, że jest na świecie Ktoś, kto mnie kocha, Ktoś komu na mnie bardzo zależy!Ktoś kto przytulił mnie do swego serca i podał pomocną dłoń gdy wszyscy już we mnie zwątpili Tym Kimś jest Jezus Chrystus! To On zmienił moje życie i uczynił ze mnie nowego człowieka. Dał mi poznać, co to radość i prawdziwa miłość. Teraz dzięki znajomości biblii wiem, że mogę wszystko, ale nie wszystko jest dobre. Potrafię rozróżnić co jest dobre, a co złe. Wiem też, że każdy ma taką szansą jak ja, ponieważ Bóg nie ma względu na osobę. Jezus umarł za każdego kto uzna go za swojego Pana i zbawiciela ,kocha grzesznika i wyciąga do niego swoja dłoń,wystarczy tylko przyjść i oddać mu swoje życie ,a on uwolni nas od cierpienia i oczyści z grzechu

 Jeśli dziś czytasz to opowiadanie, oznacza to, że i do Twojego serca puka Bóg, aby dać ci to, czego szukasz. Zaufaj Mu i uwierz, że skoro ja mogłem dostąpić Jego miłości, uczyni to i dla Ciebie. On odmieni Twoje życie i uczyni Cię szczęśliwym. Czeka tylko na Twoją odpowiedź, więc nie zatwardzaj dalej Swego serca, jak jeden z łotrów na krzyżu. Ja skorzystałem z Bożego przebaczenia i jestem Jego dzieckiem. Siedmiu z moich kolegów zapiło się na śmierć, trzech zabili, większość siedzi w kryminale lub wcześniej czy później tam trafi - jeśli nie skorzystają z Bożej Łaski... A ja żyję! Może tylko dlatego, aby Ci opowiedzieć jak wielki i wspaniały jest Bóg.
Jeśli On, nie jest jeszcze Twoim Panem, uklęknij tam gdzie jesteś i powiedz Mu, żeby wszedł do Twojego serca i uczynił Cię Swoim dzieckiem. Skoro darował łotrowi na krzyżu i darował mnie, daruje też i Tobie, i otrze wszelką Twoją łzę... Zaufaj Mu, powierz Jemu Swoje życie, a On wszystko dobrze uczyni - skorzystaj z czasu łaski!

Pamiętaj ze zawsze dopóki żyjemy jest czas aby zawołać do Jezusa ,lecz nigdy nie wiemy kiedy ten czas się skończy ,dlatego warto już teraz zawołać do Niego

Adam

:.

KLUB NADZIEJA:
Chrześcijańska Grupa Wsparcia
dla Osób uzależnionych i ich Rodzin
ul.Łukasińskiego 7, 41-310 Dąbrowa Górnicza






SCh w Dąbrowie Górniczej