Popełniałem zawstydzające grzechy, a dusza wyła z bólu.
Nadszedł rok 1989. Jak piorun uderzyła we mnie wiadomość, że istnieje realne zagrożenie mojego życia. Nie wchodząc w szczegóły, byłem przeświadczony, że moja śmierć to kwestia kilku tygodni, miesięcy. Czym bardziej to do mnie dochodziło, tym mocniej wzrastał lęk przed śmiercią. Lęk przemienił się w paniczny strach. To doprowadziło do przełomu. Myśląc nieustannie o śmierci, zacząłem sobie uświadamiać, że po niej nastąpi coś gorszego , spotkam się z Bogiem. Co do tego byłem przekonany w 100% , pomimo całej mojej grzeszności. Strach przed wyrokiem jaki padnie z ust Boga dosłownie paraliżował mnie.
„Jaki jest ratunek?” myślałem „przecież grzechy jakie popełniłem zasługują na najgorszą karę!”.
Trudno opisać mi męki jakie wtedy przechodziłem, gdy zdałem sobie sprawę, że czeka mnie wieczne potępienie – widziałem siebie odrzuconego przez Boga. To tak jakby ktoś przewiązał ołowiany ciężar (wręcz fizycznie odczuwalny) do piersi i ściągał w dół. Błagałem Boga, z płaczem, ale nie doznawałem ulgi. Świat jakby się rozmył, przestał mieć znaczenie. Po pewnym czasie zaczęła do mnie dochodzić pewna myśl, dająca światełko nadziei - „Jeszcze żyję, chodzę po tej ziemi. Gdyby Bóg wydał na mnie już wyrok i chciał zasłać mnie do piekła, bez możliwości ratunku to jaki miałby cel pozostawiając mnie jeszcze przy życiu?”
Zacząłem intensywnie szukać odpowiedzi w Biblii. Szukałem możliwości odpokutowania, spowiadałem się niemal codziennie. Jednak niepokój w moim sercu ciągle siał zamieszanie.
W roku 1990 za sprawa mojej mamy spotkałem się z Romkiem Janaszakiem ze zboru Wolnych Chrześcijan w Mikołowie. Właśnie wtedy, w ten niedzielny, kwietniowy wieczór doznałem cudownego uwolnienia i spotkania z Jezusem Chrystusem. Roman w odpowiedzi na moje wątpliwości dotyczące bożego przebaczenia wskazał mi 1 list Jana 1,8-9. Czytając te fragmenty słyszałem niemal tchnienie obecnego Jezusa, który mówił mi przez swoje Słowo: Jeśli wyznałeś swoje grzechy Ja oczyszczę cię od wszelkiej nieprawości. Oddałem swoje życie Jezusowi i On zaczął potężne dzieło przemiany, które trwa do dzisiaj. Tego samego roku przyjąłem chrzest w Palowicach, stałem się częścią społeczności wierzących ludzi. Latem poznałem Mariolkę, moją żonę. Pan wkroczył w cudowny sposób do mojej rodziny. Nawróciła się siostra, moja mama odważniej zaczęła wyznawać Chrystusa (w domu było ciężko!). Dzisiaj moje życie jest napełnione wszelkim dobrem od naszego Pana Jezusa. Niech Jemu będzie chwała! On dał mi zwycięstwo nad grzechem. Kocham Go! I podążam za Nim do Jego Królestwa.
A strach przed śmiercią rozmył się jak zamek z piasku, gdy o brzeg uderzyła fala Ducha Świętego.
Damian 14 listopada 2009
