Szydercze spojrzenia ludzi                   


Szydercze spojrzenia ludzi
I słowa co ranią jak sztylet
Nie chciałam z amoku się więcej obudzić
Do piekła kupiłam już bilet

W zamkniętym kręgu beznadziejności
Upokorzenia nienawiści i strachu
Tkwiłam jako więzień swoich słabości
Jak kotka przyklejona do rozgrzanego dachu

Przerażenie, rozpacz i znikąd pomocy
Wtapiam się w ciemną otchłań
W burzliwych myślach pijanej nocy
Nie mogłam zobaczyć gdzie cicha przystań

Lecz Chrystus Pan któregoś dnia
Sam przyszedł i podał mi rękę
Gdy życie me sięgnęło już dna
Na siebie wziął całą udrękę

I szepnął cicho do serca mego
Choć za mną i przestań się bać
Wskażę ci drogę do życia wiecznego
Wystarczy mi tylko zaufać

Chwyciłam się mocno tej obietnicy
I kroczę śmiało za moim Bogiem
Codziennie czerpię siłę z Jego krynicy
Z Jezusem upaść nie mogę



Strach samotność i pustka  

Strach samotność i pustka
Nie wiem co zrobić mam z sobą
Ta myśl że pomoże mi wódka
Wydaje się być dobrą metodą

Trzymam kieliszek już w ręce
Nie wiem czy wypić czy wylać
Tak mocno bije me serce
Podnoszę do ust i…wychylam

To miało poprawić mój nastrój
A stało się wręcz coś innego
Zburzył się całkiem mój spokój
I znowu szukam winnego

To mąż mnie kocha za mało
Teściowa mnie nie rozumie
To mleko znów wykipiało
Odpędzić tych myśli nie umiem

Nalewam następny kieliszek
I tak już wszystko przepadło
Wtapiam się w złowrogą ciszę
I patrzę z niechęcią w zwierciadło

Widzę w nim twarz kobiety
Zgorzkniałej przegranej i złej
Alkohol zwyciężył niestety
W walce tak niepotrzebnej .



Spętani więzami nałogu

Spętani więzami nałogu
W tym błędnym kole wciąż tkwimy
Zamiast zwrócić swe oczy ku Bogu
Z ciemności wyjść się boimy

Co trzyma nas w niemocy
Dlaczego to takie trudne
Powiedzieć Jezu najdroższy
Oczyść sumienie me brudne

Jezus nas kocha prawdziwie
I czeka z sercem otwartym
Chce dać nam życie godziwe
Uczynić człowiekiem coś wartym

Przychodzę pod krzyż Golgoty
I wołam daruj mi winy mój Panie
Rozwiąż moje kłopoty
Nie gniewaj się więcej na mnie

Łza pokuty spod powieki spływa
Serce w piersi tak mocno kołacze
Krew Baranka me grzechy obmywa
Od dzisiaj żyć będę inaczej  



Pewnej nocy do serca mego
Pewnej nocy do serca mego 
Sam Chrystus Pan zapukał
Zobaczył bezradność dziecka swego
Które rozpaczliwie pomocy szuka

Wyrwał mą duszę z otchłani
Postawił na twardej skale
By świat już więcej mnie nie ranił
Bym na Jezusie oparła się trwale

Przywrócił mi godność człowieka
Uczynił swoim dziedzicem
Lecz Bóg na decyzję moją czekał
Czy świat wybiorę czy jego słów się uchwycę

I poszłam śmiało za moim Panem
Który jest drogą prawdą i życiem
Nie zawsze to ścieżki różami usłane
Jednak Bóg często błogosławi mi obficie

Me łzy w radość przemienił
Występki haniebne w dobro obrócił
Obdarzył miłością nie z tej ziemi
I pozwolił do domu Ojca wrócić

Dziś pewność mam że jestem Jego
Że Chrystus to wszystko co mam
Chcę powiedzieć jeszcze coś ważnego
- Jezu tak bardzo Cię kocham.
 


Nic nie jest w stanie oddzielić mnie  
 

Nic nie jest w stanie oddzielić mnie
Od prawdziwej miłości Jezusa
Choć diabeł zastawia sidła swe
I na każdym kroku czeka pokusa

Wprowadza w moje życie podstępnie
Zamęt chaos, gniew trwogę
Wiem że Pan od złego wyrwie mnie
I wskaże właściwą drogę

Jezus jest zawsze przy mnie
Cieszy się gdy jestem wesoła
I płacze ze mną gdy jest mi źle
Pójdź do mnie córko ma woła

Składam więc na jego ramiona
Wszelaki ciężar trosk i problemów
Z kajdanów grzechu jestem uwolniona
Zawdzięczam to Zbawcy mojemu

Nie trzeba mi nic więcej
Miłość Pana do życia wystarczy
Z każdym dniem kocham Go coraz goręcej
Jezus za mnie z szatanem walczy

Bo jeśli kto miłuje Boga
Do tego przyznaje się Bóg
Posyła swego anioła
Byś o kamień nie zranił swych nóg.


Nic nie jest tak ważne drogie 

Nic nie jest tak ważne drogieJak miłość bliskiego człowieka
Straciłam szczęście błogie
Gdy z domu zaczęłam uciekać

Znosiłam głód, poniżenie
Za jeden kieliszek wódki
Zbyt duże jest cierpienie
Za jeden łyk malutki

Ta łatwo jest wszystko zniszczyć
Tak trudno jest potem naprawić
Rozumie się wtedy dopiero
Gdy nie ma już za co się bawić

Gdy nie ma kto ręki ci podać
I grzęźniesz coraz więcej
Zegarek ostatni chcesz sprzedać
Który masz jeszcze na ręce

Myślisz wtedy o domu
O całej swojej rodzinie
Czy jeszcze dopuszczą do progu
Czy gdzieś w rynsztoku się zginie

Przychodzisz wtedy do mamy
Jeśli ją jeszcze posiadasz
Zgłodniały, obdarty spłakany
I pytasz czy chcesz ze mną gadać

A ona jedna jedyna
Obetrze z oczu twych łzy
Przytuli córkę czy syna
I powie -jak dobrze – to TY


Największą historią miłosną wszech czasów  
 

Największą historią miłosną wszech czasów
Jest miłość Boga do grzesznych ludzi
Każdy na śmierć zasłużył w dwójnasób
Lecz Pan do życia wiecznego pragnie nas wzbudzić

Chcąc zbawić swój lud, posłał na świat Jezusa
Jedno rodzonego, najukochańszego syna
Który na krzyżu w mękach umrzeć musiał
By odkupiona została moja i twoja wina

Czyż może być większa miłość od tej
Jak gdy kto życie za przyjaciół kładzie
Zatrzymaj się spójrz na krzyż w niedoli swej
Chrystus umierał byś nie uległ zagładzie

Z łaski, za darmo, przez wiarę nie z nas
Boży to dar dla człowieka
Wciąż jeszcze trwa odkupienia czas
Bóg Ojciec na dzieci swe czeka

Nie mogę nic zrobić dla ciebie Panie
By zadość uczynić za me przewinienie
Życie oddaję pod Twoje władanie
I z głębokości serca me dziękczynienie.


Ktoś puka do mego serca  

Ktoś puka do mego serca
Cicho z miłością i delikatnie
To Jezus mój dobroczyńca
Składa wizytę mi właśnie

Swoją obecność objawia
W szepcie poranka letniego
Na nowe życie namawia
I prosi by przyjść do Niego

Żadnych pytań nie stawia
Chce kochać mnie boską miłością
Z łaski za darmo zbawia
I życie wypełnia radością

Otwieram szeroko mą duszę
I wpuścić Go jestem gotowa
Z Nim bać się już więcej nie muszę
O to czy będę zdrowa

Chcę kroczyć za moim Panem
Ścieżką trzeźwości i wiary
Żyć w zgodzie z Jezusa planem
Wypełniać jego zamiary
Gdy wilk się czai u drzwi 

Gdy wilk się czai u drzwi
I w okna policjant zagląda
Gdy na gołej podłodze już śpisz
I na puste butelki spoglądasz

Widzisz otchłań czarniejszą niż smoła
Znikąd rady iż znikąd pomocy
I z dna piekła sam diabeł cię woła
Trzymając w pętach alkoholowej mocy

Szubienica zaciska twą szyję
Myślisz w bólu że wyjścia nie ma
Nie wiesz po co na świecie tym żyjesz
Jak rozwiązać ten trudny dylemat

Przyjdź pod krzyż do Jezusa
Złóż wszystko na Jego ramiona
Odejdzie na pewno do wódki pokusa
Nasz Bóg nawet śmierć pokonał

On może pomóc ci w każdej potrzebie
Zbolałą duszę wyleczy z ran
Stoi przed tobą i czeka na ciebie
Wspaniały cierpliwy najdroższy nasz Pan


Drogą Via Dolorosa idzie mój Pan 

Drogą Via Dolorosa idzie mój PanUbity upokorzony, w koronie cierniowej na głowie
Wypełnia doskonały Boży plan
By nie musiał ginąć grzeszny człowiek

Lud pluje i krzyczy: precz, ukrzyżuj, ukrzyżuj!
I ja w tym tłumie też stałam
Jezus spojrzał na mnie gdy byłam w pobliżu
Jego miłość me serce złamała

Wybacz jej Ojcze, bo nie wie co czyni
Tak Zbawca mój za mną się wstawiał
Zapłacił za mnie nie pieniędzmi znikomymi
Lecz życie swe czyste na śmierć wystawił

Krew przelana na krzyżu zniszczyła szatana
Do dzisiaj ma jeszcze moc zgładzać grzechy
Miłość i łaska Boża, to potęga niepokonana
Każdy pokutujący może doznać pociechy

Chrystus wykonał ofiarę znakomitą
Umarł, a trzeciego dnia z martwych powstał
Pokonał śmierć i piekła otchłań nieprzebytą
Bym ja i ty zbawiony dziś został.


Do serca mego pukałeś Panie 

Do serca mego pukałeś Panie
Lecz ja nie chciałam Cię słuchać
I chociaż różne znaki mi dawałeś
Byłam tak długo głucha

Moja dusza zwichnięta i chora
Była już na dnie czeluści
Potrzebowała dobrego doktora
Który wyrwie ją z mrocznej przepaści

Przyszłam do Ciebie Boże w cierpieniu
I stała się rzecz niesłychana
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu
Modlitwa ma została wysłuchana

Miłość Twa bezgraniczna
Dała mi spokój i ukojenie
Była już przecież chwila krytyczna
A Ty przyniosłeś wybawienie

Odnalazłeś swoją zbłąkaną owieczkę
Między butelkami taniego wina
Skierowałeś me kroki na ścieżkę
Na której jest dobra nowina

Bądź Panie w każdej godzinie
Przy mnie zawsze i wszędzie
Kto nosi Cię w sercu nie zginie
Rozpaczy i łez już nie będzie .


Dlaczego to ja mam przebaczyć 
 
Dlaczego to ja mam przebaczyć
Gdy ktoś zadał sercu memu ból
Gdy dusza ma tonie w rozpaczy
Jakby na świeżą ranę posypał ktoś sól

Rozdarte myśli, duma zraniona
Dlaczego to właśnie spotyka mnie
O czym mój Pan pragnie przekonać
Czego mój Mistrz nauczyć mnie chce

Chce bym była podobna do Niego
Wypróbowana przez trudności i cierpienie
Pan Jezus jest blisko każdego
Kto w pokorze i z drżeniem sprawuje zbawienie

Nawet wtedy gdy wkoło pustynia
I z problemu wyjścia nie widzę
Spoglądam na krzyż na Bożego Syna
Widząc jego miłość prawdziwie się wstydzę

Za moją pychę przepraszam Cię Panie
Darowałeś mi przecież występki szalone
Wypełniam więc z radością Twoje polecenie
„Odpuszczajcie a będzie wam odpuszczone”
 


Brama do Boskiego ogrodu 

Brama do Boskiego ogrodu
Była przede mną zamknięta
Umierałam pomału z duchowego głodu
Myśląc że Bóg o mnie nie pamięta

Lecz Chrystus Pan sam przyszedł do mnie
I wręczył mi klucze do raju
Nie chce przecież zapomnieć
O tych co do Niego wołają

W skrajnej rozpaczy i przygnębieniu
Wołam: czy jest ktoś kto kocha mnie?
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu
Jezus do serca przytulił mnie

Wyciągnął swoją owieczkę zbłąkaną
Z zawiłych ostępów grzechu i zła
Ofiarował krew na krzyżu przelaną
Bym także zbawienia dostąpić mogła

Co dzień doświadczam Bożej radości
Przychodzi w podmuchach poranka letniego
Odczuwam zapach prawdziwej miłości
I wtapiam się w ramiona Jezusa żywego

Chcę służyć Mu ze wszystkich sił
Z pokorą, wiarą, miłością i nadzieją
Pragnę by Jezus już zawsze przy mnie był
Z Nim drogi me się nie zachwieją.
 

Albowiem Bóg tak umiłował świat…

Albowiem Bóg tak umiłował świat…
Często cytuję te słowa
Choć dwa tysiące minęło już lat
Na de mną się też ulitował

Jak ciężko było Ci Chryste
Dźwigać za mnie ten krzyż
Wziąłeś na Siebie me winy wszystkie
Czym mogę odwdzięczyć się dziś

Zhańbiony wzgardzony wyzuty ze czci
W pokorze znosiłeś dręczenie
Ile musiało być w Tobie miłości
Skoro znosiłeś takie cierpienie

Umarłeś za grzechy ludzkości
By z martwych powstać do życia
Nikt nie miał dla Ciebie litości
Dali Ci nawet ocet do picia

Wykonało się – wyrzekłeś ostatnie słowa
Zbawienie spłynęło na ziemię
Na zakrwawione ramiona opadła głowa
Oddałeś Bogu swe tchnienie

Przychodzę dziś na Golgotę
Z nadzieją miłością i wiarą
By wstawiać się za ludźmi

Którzy Cię jeszcze nie znają

Co czujesz?
Co czujesz gdy rano się budzisz?
Gdy nagle wytrzeźwieć przyszło,
Zamiast w domu,w rynsztoku się widzisz,
Szczęście nagle gdzieś prysło.

Ciałem targają dreszcze
Dusza wyje z rozpaczy
Chociaż jeden łyk piwa jeszcze,
Łudzisz się że,kaca wyleczysz

A miało być tak pięknie,
A miało być tak miło
Serce z bólu o mało nie pęknie,
Co z życiem się twym porobiło

Zapomnieć,nie myśleć,uciekać,
Lecz,dokąd,od kogo i gdzie?
Ktoś szepce do ucha:nie zwlekaj
Weź pętlę i kończ męki swe

Jest jedna osoba na świecie,
Która może stan twój zmienić
To Jezus nasz zbawiciel
Chce dolę twoją odmienić

Powierz mu całe życie
Ze wszystkimi winami swymi
A On weźmie je w ręce swoje
I wszystko nowym uczyni.





 

:.

KLUB NADZIEJA:
Chrześcijańska Grupa Wsparcia
dla Osób uzależnionych i ich Rodzin
ul.Łukasińskiego 7, 41-310 Dąbrowa Górnicza






SCh w Dąbrowie Górniczej